Obydwie panienki wybyły z domu do babci. Idka pojechała w sobotę . Ponoć przywitała Olgę mocą całą i słowami - Kocham cię ! Dusza rośnie. Bawią się wspaniale i mają jakieś koleżanki - Natalię , Agnieszkę i Mikołaja . Radzą sobie a ja mimo ze stęskniona to dumna . Oczywiście pojawiają się myśli, ze jestem chyba w takim razie niepotrzebna :-( ale radzę sobie szybko z ich absurdem.
Wszystko się dobrze składa. Mam możliwość poukładania sobie całego nowego systemu związanego z pracą . Przez tydzień mi się bardzo nie podobało , teraz coraz lepiej . Ludzie sympatyczni ... więc nie może być źle . Musi być dobrze .
Dziś szłam do pracy padało, wracałam z pracy- urwała się chmura. Pod parasolem dziarsko idę pod Urząd Marszałkowski skąd ma mnie zabrać autem do domu koleżanka. Dotarłam uradowana, rękaw co prawda mokrusieńki ale nic... Gośka ściągnęła buty bo tylko w japonkach się ślizgała po mokrym podłożu , ja idę , przed ulica stanęłam . SRUUUUU.... Zalała mnie fala z kałuży calusieńką . W filmach to widziałam ale na żywo - pierwszy raz . Samochód zwolnił dopiero jak kierowca zobaczył co uczynił. W sumie już mi obojętne było więc luz , śmiałam się ale powiem szczerze ze ludzie tez nie myślą . Naprawdę .
poniedziałek, 29 lipca 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz