Otóż chorowałam. Byłam nawet u lekarza i na L4. Z radością wracałam do domu machając prawie przezroczystym kwitkiem potwierdzającym przechodzenie choroby, juz sobie wyobrażałam ciepłe łózko, kołdrę , książkę i herbatę z cytryną ale real mnie powalił.
Moja córcia Ida też postanowiła wziąć i byc chora.
Leżymy. Ja próbuję cieszyć się chwilą .
- Mama ? a dasz pić ?
Zamykam na dłuzej oczy wyobrazając wyspę BALI , za pomocą bolących mieśni odkrywam szczelnie zasłoniętą kołdrę i drżąc od dreszczy IDĘ.
Potem wracam !
Oszczelniam się znowu .
- Mama ? Jeszcze dasz pić ?
- Nie - lakonicznie odpowiadam .
Tak. Nie jestem chyba miła . Potem leżę i myślę . Moze powinnam ? Nie... noż kurde ! Przecież nie umrze z pragnienia ! Ale ma gorączkę , to moze jej się chce pić ! To niech sobie sama pójdzie !
Kątem oka widze podkówkę .
Moze zbyt ostro powiedziałam . Moze powinnam - Kochana Iduleczko ! Mamusia jest chorutka , leży i trzesie się z zimna , słoneczko moje , idź prosze przynies wszystko a jesli masz kłopot z nalaniem do kubeczka ja ci pomogę .
Tak ! Chyba tak powinnam odpowiedzieć . Moze nie była by teraz taka nieszczęśliwa. Przeciez tez musi zrozumiec ze czasem nie dajemy rady !!!! ze rodzice tez się xle czują .
I tak , na takich rozważaniach z poczuciem winy spędziłam czas choroby :-)
Dziś jestem w pracy . Nie mysle . Pracuje
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz