Troche mnie przeraził.
Była dokładnie 4.50 kiedy zadzwonił telefon mojego męża oznaczajacy pobudkę.
Pierwsza moja myśl
- O żesz... On idzie dzis na 5 - tą do pracy . Ja sama muszę rozprowadzić dzieciaki do przedszkola i do żłobka , sama musze wyszykwac je , wyszykowac siebie . Na dworzu śnieg - parasolka nie przejedzie ,musze Idę na ręce wziąć. A co z torba moja ? Zostawię w domu . Wrócę później . O żesz... jak zostawię , spóźnie się do pracy . Musze wyjsć szybciej . Musze zaraz wstawać !
Nie mogłam tego logistycznie rozpracowac . Głównie podróży z domu do placówek opiekuńczow- wychowawczych .
Przypomniała mi się chusta której dawno nie używałam .
To było boskie. Plecaczek zawiązany , Ida utulona na plecach . Olga za rączkę , torba w drugą i heja naprzód przygodzie .
Czasem strach ma bardzo wielkie oczy :-)